Odpust parafialny - 29.01.2012

Data 2012/01/29 22:30:00 | Temat: Odpust parafialny

Zewnętrzna uroczystość odpustowa to za każdym razem wielkie święto parafialne ale tegoroczne nasze święto było szczególne, bo w niedzielę 29 stycznia gościliśmy ks. bpa Piotra Gregera, biskupa pomocniczego diecezji bielsko-żywieckiej, który modlił się razem z nami, celebrował Msze św. i głosił do nas Słowo Boże (funkcję kapelana pełnił ks. dr Sławomir Zawada).
Dla nas i dla Ks. Biskupa było to szczególna okazja by dziękować Bogu za Jego ponad 16 lat posługiwania pośród nas, kiedy przed nominacją biskupią mieszkał w naszej parafii jako rezydent!

 
 
 
Na Sumie odpustowej zgromadziło się wielu Parafian i miłych gości. W jej celebrację włączyli się czynnie przedstawiciele wspólnot parafialnych (Służba Liturgiczna, Akcja Katolicka, Żywy Różaniec, Grupa Biblijna, Oaza Dzieci Bożych, młodzież i rodziny Ruchu Światło-Życie) a o ich przygotowanie i obecność zadbał ks. Grzegorz, nasz wikariusz

 
     
 
     
W celebrowanie liturgii czynnie zaangażował się też chór parafialny pod przewodnictwem p. Jakuba Stefanków, naszego organisty.

 
 
 
Tekst kazania:
Zdaniem światowej klasy polskiego biblisty ks. profesora Waldemara Chrostowskieego, w przypadku Szawła trudno mówić o nawróceniu. Chociaż zawsze jest ono przejawem łaski Bożej, to jednak nie wyklucza wysiłku ze strony człowieka, który ma świadomość swojej winy i chce dokonać w swoim życiu radykalnej zmiany ku temu, co lepsze. U Szawła tego nie było; był przekonany, że czyni to, co do niego należy; to nie był ateista, ale głęboko wierzący w Boga starotestamentalny Żyd. Jako faryzeusz utożsamiał Prawo z Bogiem i był przekonany, że człowiek przestrzegając Prawa staje się Bogu bardziej bliskim człowiekiem. Gorliwie zwalczał Chrystusowy Kościół. Nie miał świadomości popełnionej winy, nie odczuwał potrzeby nawrócenia - stąd należy mówić raczej o przemianie niż o nawróceniu, chociaż oficjalna nazwa jest właśnie taka. Bez względu na poprawność terminologii spróbujmy nieco bliżej przypatrzeć się temu, co się wydarzyło u bram Damaszku i jakie płynie stąd dla nas przesłanie.
Niechęć Szawła do chrześcijan ma kilka zasadniczych przyczyn. Wpierw jest to odmienność poglądów na osobę i działalność Mesjasza. Szaweł nie jest tu żadnym wyjątkiem gdyż jest to pogląd wszystkich ortodoksyjnych Żydów, którzy wychowani w szkołach rabinackich oczekiwali na Mesjasza, który będzie politycznym wybawcą Izraela. Dlatego obraz Mesjasza cierpiącego i umierającego na krzyżu był zupełnie nie do przyjęcia w środowiskach judaistycznych. Z nauki głoszonej przez Jezusa najtrudniej było Szawłowi pojąć chrześcijański stosunek do wszystkiego, co biedne, poniżone i opuszczone, gdyż dla Izraelity wszelka tego rodzaju małość była wyrazem braku błogosławieństwa Bożego. Wyjątkowa niechęć Szawła do chrześcijaństwa wynikała także z jego usposobienia, który w to, co robił, angażował się całym sobą, wkładał w to cały swój umysł i serce. Ponadto nienawiść do chrześcijaństwa była spowodowana tym, że cała działalność Jezusa była błędnie rozumiana jako realne zagrożenie wobec podstaw judaizmu jako religii. Obawy tego typu mogły się zrodzić z wypowiedzi Jezusa na temat szabatu, świątyni, prawa czy innych instytucji traktowanych jako narodowo-religijna świętość Izraela. Szaweł był przekonany, że zwalczając Jezusa i Jego wyznawców, tym samym broni najwyższych wartości swojego narodu.
Wrogość wobec chrześcijaństwa wyniósł ze swego rodzinnego domu, co zostało następnie mocno ugruntowane w okresie nauki w znaczących szkołach rabinackich. Do występowania w takiej roli Szaweł był zobowiązany z racji swojego przynależenia do grona faryzeuszów, w których Jezus nie uchodził za przyjaciela. Ich zadaniem było - niejako z urzędu, to była ich profesja - zwalczanie Jezusa wprost albo pośrednio na drodze ucisku Jego wyznawców, kiedy Jezusa na ziemi już nie było. Wobec tych wszystkich przesłanek jest mało prawdopodobne, aby nienawiść Szawła do chrześcijan była wyrazem pewnej taktyki czy drogą zrobienia większej i bardziej błyskotliwej kariery. Ambicje czysto ludzkie nie były Szawłowi zapewne obce, ale zimnym, wyrachowanym dyplomatą to on nie był. Wszystko, co czynił, zawsze wynikało z jego wewnętrznego przekonania. Wynikiem prześladowczej działalności Szawła było rozproszenie chrześcijan jerozolimskich, co osobiście uznał za zniszczenie tamtejszego Kościoła. To było dla niego spore osiągnięcie i znaczny sukces. Wiedziony chęcią zabijania kolejnych uczniów Chrystusa stara się (a nawet zdecydowanie domaga się) o specjalne pisma, dające mu pełne prawo rozpoczęcia działalności prześladowczej w Damaszku (w tym mieście znalazło miejsce wielu chrześcijan uciekających z Jerozolimy przed niszczycielską działalnością Szawła; tam było też wielu Żydów, na których pomoc Szaweł mógł liczyć).
Otóż w czasie wyprawy do Damaszku miał miejsce fakt stanowiący punkt zwrotny w dotychczasowym życiu prześladowcy Chrystusa (aż trzy razy jest o tym mowa w Dziejach Apostolskich). Co się działo w świadomości Szawła u bram Damaszku, kiedy był już prawie u celu swojej prześladowczej wyprawy? Właśnie wtedy Bóg wkracza w jego życie ze swoimi planami. Pan Bóg postępuje zgodnie z własnym harmonogramem. Ta ingerencja Boga wyrażona jest kolejnymi znakami, które tworzą spójny obraz całego wydarzenia. Pierwszy z tych znaków to jakaś niewątpliwie wyjątkowa światłość. Jest bowiem południe, słońce w zenicie, światła jest sporo. Tymczasem nagle pojawia się światłość, która zdecydowanie dominuje nad światłem słońca i jest tak silna, że Szaweł zaniewidział, został oślepiony. Oszołomiony nagłym i zbyt silnym światłem Szaweł upadł na ziemię, a właściwie - został na ziemię powalony - to drugi znak. Normalnie człowiek nie bywa obezwładniony światłem do tego stopnia, żeby tracił siłę w nogach i upadał na ziemię. Tu chodzi o coś decydowanie więcej. To nie sama światłość, ale raczej Dawca tego światła przygniata Szawła do ziemi, żeby zrozumiał, że on, dumny, zuchwały, pewny siebie prześladowca Jezusa już niewiele znaczy, jest sprowadzony do parteru, aby poczuć, że jest jak proch ziemi. Tylko Pan Bóg jako jedyny może z tego prochu ziemi uczynić coś sensownego. Zaś trzeci znak wydaje się być bardziej wstrząsający od nieznośniej dla ludzkiego wzroku światłości, gdyż są to słowa wypowiedziane przez Jezusa: Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz? (Dz 26, 14). Co się wtedy działo w duszy powalonego na ziemię Szawła? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, ale wiemy, że poczuł się zdemaskowany, załamało się jego przeświadczenie o moralnej godziwości prześladowania chrześcijan, ale przede wszystkim zrozumiał, że ma do czynienia z kimś bardzo Potężnym; dotarło do niego, że jest ktoś, kto sobie z nim bez problemu poradzi. Wtedy Szaweł przeżył - być może po raz pierwszy - doświadczenie własnej niemocy. Nie wydaje się, aby wcześniej doznawał czegoś podobnego. W zapędach prześladowczych towarzyszyło mu raczej przeświadczenie, że wszystko może; nikt ani nic nie może go w niczym ograniczyć czy powstrzymać. W chwili spotkania z Potężnym Szaweł się mocno przeraził, doświadcza lęku i niepewności. Ten, który siał grozę i dyszał żądzą zabijania sam teraz leży na ziemi i przeraźliwie drży z obawy o swoją przyszłość.
W tym trudnym położeniu Szaweł wydobywa z siebie tyle wysiłku, aby zapytać: Kto jesteś, Panie? To jest pytanie, które wyraża szacunek wobec Pytanego. Odpowiedź Jezusa jest dla Szawła ogromnym zaskoczeniem, jest poważnym wstrząsem w jego życiu, jest chwilą przeżytego szoku. Szaweł z pewnością nie wierzył w nadprzyrodzony charakter posłannictwa Jezusa, nie wierzył też - co jest w tym kontekście zrozumiałe - w Jego bóstwo. Oto w jednym momencie wszystko się diametralnie zmienia; Szaweł dowiaduje się Kim jest Ten, którego prześladuje. Nie wiemy, co wtedy pomyślał, ale w szczerości oświadczenia Jezusa uwierzył bez najmniejszej wątpliwości. Święty Łukasz jako autor Dziejów Apostolskich nie zanotował żadnej reakcji na objawienie się Jezusa. Szaweł nie widzi żadnej możliwości sprzeciwienia się kolejnym poleceniom Jezusa. Co się działo dalej w życiu nawróconego już Pawła? Przede wszystkim jego dotychczasowa o Bogu została ubogacona o dwa istotne momenty. Pierwszy z nich podkreśla uniwersalizm zbawienia, gdyż Bóg Pawła nie jest już tylko Bogiem Izraela, ale Ojcem całej ludzkości. Zaś drugi z nich mówi o tym, że Bóg jest inicjatorem całego procesu zbawczego, które się urzeczywistniło w tajemnicy Chrystusa. O tym, co się stało z Szawłem w chwili nawrócenia, co spowodowało, że został Pawłem, sam daje jednoznaczne świadectwo w pierwszych zdaniach Listu do Galatów: Spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom ... (Ga 1, 15-16).
Czego uczy nas ten - mocno czytelny - obraz przemiany, jaka dokonała się w życiu Szawła pod Damaszkiem? Odpowiedź jest w dalszym opisie tego wydarzenia. Otóż Apostoł Narodów pyta Jezusa: Panie, co mam czynić? W odpowiedzi słyszy, że ma iść tam, dokąd się wybierał. Pan nie każe mu ani zawrócić ani zmienić kierunku jego wędrowania. Jednak uprzedza go, że w Damaszku już nie będzie mógł zrealizować tego, co zamierzał, ale będzie musiał być posłuszny innym: Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić. Na tym polega istota Pawłowej i naszej przemiany mocą Chrystusowej łaski. Dopóki chodzimy w życiu własnymi drogami, daleko nam do prawdziwej przemiany; jak długo idziemy przez życie po swojemu i według własnych planów, tak daleko nam do tej rzeczywistości, która jest czasem prawdziwego nawrócenia. Każdy z nas ma swój Damaszek, wszyscy przemierzamy przez ziemię w tym samym kierunku. Oby zawsze było to kroczenie z Tym, który mocą łaski oślepił Szawła i w celu wzbudzenia pokory powalił go na ziemię. Amen.

 
 
 
Tradycyjnie po Sumie odpustowej zamiast procesji (na dworze śnieg i mróz!) modliliśmy się jeszcze do Boga za wstawiennictwem św. Pawła w krótkim nabożeństwie.

 
I jeszcze podziękowania Parafian i pożegnanie!

 
   

Autorami zdjęć są pp. Tomasz i Mariusz Niesyt! Dziękujemy!!!


Ten artykuł pochodzi ze strony:
http://www.pawelbielsko.pl