Odpust parafialny - 29.01.2017

Data 2017/01/29 18:30:00 | Temat: Odpust parafialny

W niedzielę 29.01.br. obchodziliśmy Zewnętrzną Uroczystość Odpustową ku czci św. Pawła Apostoła. Kazanie głosił ks. prał. Krzysztof Ryszka, proboszcz parafii NSPJ w Bielsku-Białej.
 
Oto pełny tekst jego kazania:
Homilia z uroczystości odpustowej ku czci św. Pawła.


Doznający szczególnej opieki Św. Pawła...
To wcale nie tak odległe czasy, gdy Bóg posługujący się ludźmi wybrał to miejsce nieopodal lotniska na miejsce budowy Domu Bożego. Żyje jeszcze wielu świadków i budowniczych tej świątyni. Niedaleko od tego miejsca miała wydarzenie katastrofa lotnicza i tylko skrzydła aniołów stróżów tych kilkunastu młodych pasażerów sprawiły, że nikt w niej nie zginął. A może już wtedy zadziałał święty Paweł z nieba. Bóg tak chciał, by to miejsce powierzyć działaniu i opiece świętego Pawła. Święty Paweł też przeżył w swoim życiu upadek, który był początkiem nowego rozdziału w jego życiu. W potocznym języku funkcjonuje powiedzenie, że ktoś spadł z konia. Oznacza ono zazwyczaj koniec pomyślności. Tymczasem Pawłowy upadek był początkiem jego działalności, dzięki której wiele ludów i narodów przejrzało i uwierzywszy w jego nauczanie wkroczyło w życie w światłości Chrystusowej. Spodobało się Bogu tu wśród Was zamieszkać w tej pięknej, jasnej świątyni, w której wielu z was ma swoje udziały, tym większe im gorliwiej pomagali przy jej budowie, czy składali ofiary. Nawrócenie świętego Pawła ma w Piśmie świętym wiele podobnych przykładów.
Bogaty celnik Zacheusz, pod wpływem spotkania z Chrystusem połowę swojego wcale niemałego majątku oddał ubogim, a jeśli kogo skrzywdził, oddał mu w czwórnasób. Osobliwe nawrócenie przeżył św. Piotr i Jan gdy zobaczyli pusty grób, gdzie złożono Pana. Ewangelista zapisał to w słowach: ujrzał i uwierzył. Piotr od zalęknionego kłamcy wypierającego się znajomości Chrystusa przemienił się w Apostoła, który wraz z Pawłem zanieśli wiarę do Rzymu stolicy ówczesnego imperium. Pismo święte mówi: większa jest radość w niebie z jednego nawracającego się grzesznika, aniżeli z wielu, którzy nie potrzebują nawrócenia.
Nawróceniu Szawła towarzyszyła powalająca go jasność. Taka jasność bijąca od Chrystusa Zmartwychwstałego sprawiła, że żołnierze strzegący Jego grobu w popłochu uciekli. Gdzie pojawia się Chrystus, tam pojawia się światło, a tym światłem jest wiara. Dlatego w kościele symbolem Zmartwychwstałego Pana jest zapalony Paschał. O ludziach, którzy nauczają mówimy jako o pracownikach oświaty. Wiedza też jest światłem, ale tylko światło wiary może oświecić drogę do szczęścia wiecznego.
Świętego Pawła stać było na diametralną zmianę życia pod wpływem łaski Bożej. Przebył on drogę od gorliwego prześladowcy chrześcijan, do gorliwego głosiciela prawdy, że tylko Chrystus i wiara w Niego daje nam zbawienie.
Czasem rodzi się w nas obiekcja: czy Kościół nie przesadza gdy ciągle wzywa do nawrócenia, przecież jestem wierzącym i praktykującym, składam ofiary na Kościół i biednych. Nawrócenie jest procesem odwracania się o tego co Boga pomniejsza, przesłania, co wypiera Boga z mojego życia, co czyni mnie katolikiem wierzącym ale nie całkiem i nie do końca. Współczesność wykreowała ludzi o których mówi się, że są katolikale. Taki człowiek wierzy, ale ma wiele zastrzeżeń do zasad wiary i niektórych z nich nie przestrzega. Mówi on wierzę, że każde życie jest od Boga, ale gdy powstaje ono w wyniku gwałtu, to można go zabić, albo, gdy jest nienarodzone dziecko z poważnymi wadami, to można je zabić. Taka wiara po swojemu, pobożność nie za wielka nie czyni z nas apostołów Chrystusa. Położenie waszej świątyni sprawia, że jest ona widoczna od strony Wapienicy. Widać ją z Trzech Lipek i ze Starobielskiej Kępy i z Międzyrzeckiego wzgórza. Jej widok najpierw przypomina Chrystusa, bo jest to dom Boży. Ale przypomina też Świętego Pawła jej patrona. Także ten dzisiejszy odpust przypomina nam, że naśladowaniem patrona jest podejmowanie wysiłku nawrócenia.
Zastanów się co trzeba zrobić, by w twoim życiu lepiej było widać że jesteś człowiekiem Chrystusa, Kościoła i Ojczyzny. Może trzeba zmienić letniość wiary, okazjonalność pobożności na codzienny pacierz rano i wieczorem, bez wyjątków, na coniedzielną Mszę świętą, nie tylko gdy mi się chce, albo nie mam innego pomysłu na spędzenie niedzielnego dopołudnia. Święty Paweł jest przykładem człowieka gorącego, z temperamentu i z zaangażowania w głoszenie Ewangelii o Jezusie Chrystusie. Co zrobić by być jak Święty Paweł gorącym w wierze? Jest sposób: często posilać się Słowem i Ciałem Pańskim. Ostatnie badania statystyczne wykazały, że tylko ok. 17% uczestniczących w niedzielnej Mszy świętej przystępuje do komunii świętej.
Ponieważ wasz odpust przywołuje nawrócenie św. Pawła, posłuchajcie opowiadanie o nawróceniu:
Najbardziej utytułowanym sportowcem w historii jest Majkel Phelps. Zdobywca 23 złotych medali olimpijskich w pływaniu. Po igrzyskach olimpijskich w Londynie postanowił zakończyć karierę sportową. Dwa lata później policja złapała go jak jechał na podwójnym gazie. Popadł w nałóg alkoholowy, postanowił popełnić samobójstwo. Przed tym ostatecznym krokiem uchronił go przyjaciel, który nakłonił go by poddał się leczeniu odwykowemu. Dał mu też książkę ukazującą życie ludzkie jako wspaniały Boży dar. Majkel nawrócił się, przestał pić, pogodził się z ojcem, z którym nie utrzymywał kontaktów przez 20 lat i zaczął trenować. Na olimpiadzie w Rio de Janeiro zdobył następnych pięć złotych medali.
Święty Paweł ukazuje nam jak błogosławione w owocach może być nawrócenie, jak ono nadaje nowy kierunek i nowy sens życiu. Niech to odpustowe przeżycie pomoże nam przejść od letniości do gorącości, od obojętności do gorliwości, od byle jakości życia, do życia z Chrystusowym znakiem jakości. Amen.

Sumie odpustowej przewodniczył ks. bp Piotr Greger. Była to też okazja by razem z Nim dziękować Panu Bogu za pięć lat Jego pasterskiej posługi. On też w czasie Sumy wygłosił do nas Słowo Boże! Po Mszy Św. tradycyjnie miało miejsce jeszcze nabożeństwo w którym przywoływaliśmy wstawiennictwa św. Pawła.



Oto tekst kazania Ks. Bpa do tekstów Dz 9, 1-22;1 Kor 1, 26-31; Mk 16, 15-18: (w tekście fotomontaż, który może stanowić ilustrację do tej homilii!)

Mamy trzy odsłony Bożego słowa, które odkrywają misterium osoby i apostolskiej misji św. Pawła. Wpierw narracja św. Łukasza piszącego o tym, co się wydarzyło pod bramami Damaszku, następnie sam Paweł daje nam katechezę na temat powołania, a Pan Jezus w Ewangelii przypomina fundamentalną zasadą, która była wyznacznikiem Pawłowej posługi. W słowach św. Pawła kierowanych do gminy chrześcijańskiej w Koryncie (list jest pisany około roku 56-57 podczas pobytu Pawła w Efezie w czasie trzeciej podróży misyjnej), słyszmy zdanie mające charakter imperatywu: Przeto przypatrzcie się bracia, powołaniu waszemu! (1 Kor 1, 26a). Czy powołanie można dostrzec? Czy to w ogóle jest możliwe? Czy rzeczywistość powołania jest uchwytna ludzkim wzrokiem? Dostrzegamy raczej pewne symptomy i przejawy powołania; zauważamy pewne cechy będące potwierdzeniem trafnego wyboru drogi powołania albo takie, które są tego powołania zaprzeczeniem. Stąd w następnych zdaniach Apostoł Narodów odwołuje się do ludzi, których wymienia: mędrcy, możni szlachetnie urodzeni (por. 1 Kor 1, 26b-27). Jak zatem rozumieć to Pawłowe wezwanie do tego, aby przypatrywać się swemu powołaniu?
Szukając odpowiedzi, warto przywołać wydarzenie, jakie rozegrało się pod bramami Damaszku. Szaweł do tego momentu spoglądał na siebie własnymi oczyma. Oceniał swoje zachowanie według ludzkich kryteriów. W takim oglądzie widział siebie jako gorliwego faryzeusza, zdecydowanego prześladowcę Chrystusa i Kościoła. Takie spojrzenie budziło w nim podziw dla siebie jako pojętnego i zdolnego ucznia znaczącej szkoły Gamaliela. Ludzkie spojrzenie dawało mu wszelkie podstawy ku temu, aby widzieć w sobie człowieka ogromnego autorytetu, którego inni muszą cenić i szanować. W jednym momencie wszystko się zmienia. Jego dotychczasowe spojrzenie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Spotkanie Szawła z Jezusem pod bramami miasta jest pełne dynamiki, wszystko dzieje się w sposób zupełnie nieoczekiwany, w swojej wymowie cudowny. Szaweł spokojnie zmierza do Damaszku mając ze sobą listy polecające, które dają mu mandat do kolejnych działań mających na celu prześladowanie chrześcijan. Nagle, niespodziewanie, Pan Bóg poraża go niezwykłą światłością, wobec której Szaweł upada na ziemię (najczęściej przedstawia się tę scenę jako upadek z konia, o którym nic nie wiadomo, żeby był), słyszy głos i właściwie jest po wszystkim. Niezwykłe światło, głos Boga, upadek na ziemię i Szaweł na własnej skórze doświadcza prawdy o tym, że człowiek jest prochem ziemi. Wtedy na arenę wydarzenia wkracza Kościół w osobie powołanego i posłanego Ananiasza, który zwraca się do Szawła w duchu braterstwa: Szawle, bracie, przejrzyj! (Dz 9, 17a). To są pierwsze słowa, jakie Szaweł słyszy ze strony Kościoła: Bracie! (nie ma tutaj nuty pretensji, lekceważenia, upokorzenia, żalu czy złości). Takie jest powołanie wspólnoty uczniów Chrystusa, aby uczyć ludzi braterstwa i czynić ich odpowiedzialnymi za ten wymiar w odniesieniu do drugiego człowieka. Na braterstwie trzeba budować trwałe relacje międzyosobowe, inaczej się nie da! Tam, gdzie brakuje braterstwa, kończy się możliwość autentycznej, prawdziwej komunikacji.
Po wydarzeniu u bram Damaszku, dotychczasowy Szaweł, a teraz przemieniony Paweł rozumie, że przypatrywanie się swemu powołaniu polega na tym, że człowiek spogląda na siebie oczyma Boga oraz dokonuje oceny swojego myślenia i postępowania według Bożych kryteriów. Dotknięty łaską Boga widzi to samo, co było obecne do tej pory, ale zauważa i ocenia inaczej. Łaska spotkania z Bogiem dokonała w nim radykalnej przemiany, zachowując jednak wszystkie cechy osobowości. Gorliwy Szaweł zwalczający wszystko, co jest naznaczone duchem chrześcijańskim, staje się nie mniej gorliwym Pawłem, który z ogromną dynamiką podejmuje trud ewangelizowania ludów pogańskich.
Czego uczy nas wydarzenie z udziałem Pawła pod Damaszkiem? Jakie to ma odniesienie do zadania, które nam dziś daje, abyśmy przypatrywali się swojemu powołaniu? Każde powołanie (bez wyjątku) ma elementarne fundamenty, które decydują o jego powodzeniu, bez których każde powołanie szybko się rozsypie. Jedną z tych cech (czego przykładem jest św. Paweł jako gorliwy głosiciel Dobrej Nowiny) jest to, co kilka wieków później św. Benedykt nazwał stabilitas (stałość). Pierwotnie benedyktyni składali nieco inne śluby niż pozostali zakonnicy, którzy przyrzekali czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Zaś benedyktyni ślubowali stałość (tu nie chodzi o stabilitas loci - stałość miejsca), czyli taką decyzję w życiu, z której się nigdy nie wycofasz, będziesz jej wierny do końca i na niej będziesz budował swoje powołanie. Nic tak nie denerwowało Benedykta jak mnich, który bez przerwy włóczył w poszukiwaniu swojego miejsca. Wszędzie mu było źle, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Wtedy Benedykt rozmawiając ze swoim podwładnym nakazywał wręcz, że musi się wreszcie na coś zdecydować (stabilitas). Zrób coś, co jest naprawdę na zawsze jako nieodwołalne!
Tak rozumiana stałość jest wartością wymagającą zastanowienia. Iluż ludzi błądzi dziś po świecie i kluczy po różnych meandrach współczesności w poszukiwaniu szczęścia? Iluż żyje w przekonaniu, że może być i chce być szczęśliwym, ale nie tutaj! Czy nie ma w nas takiej pokusy, że mogę być świętym, ale nie w tych warunkach? Naprawdę chcę osiągnąć szczyty świętości, ale moi bliscy mi w tym ciągle przeszkadzają (mąż nieznośny, żona nie rozumie, sąsiedztwo zazdrosne, w pracy towarzystwo przesiąknięte obłudą...). Człowiek jest wciąż kuszony przez złego ducha takim niby niewinnym, ale skutecznym oszustwem: "Nie martw się, Ty jesteś w porządku, tylko żyjesz w warunkach, że nie możesz być dobry. Z tymi ludźmi się nie da, nie tacy już próbowali. Gdybyś poszedł gdzieś indziej, zmienił towarzystwo, to wtedy będzie świetnie". Jeśli pozwolimy sobie na taki model myślenia, to już się nigdy nie zatrzymamy. Nie ma się co łudzić, bo z reguły problem jest w człowieku, a nie dookoła niego. Owszem, mogą być sytuacje wyjątkowe, że trzeba odejść i zmienić środowisko tylko dlatego, żeby siebie samego bronić przed jakimikolwiek formami przemocy. Człowiek ma prawo i obowiązek obrony przed wszystkim, co zagraża jego życiu czy zdrowiu.
Współczesne społeczeństwo ma ogromny kłopot ze stałością. Jest powszechnie znany problem z podejmowaniem decyzji, które są nieodwołalne. W Polsce jedna trzecia zawieranych małżeństw doświadcza rozpadu. Wiek decydowania się na małżeństwo przesunął się do mniej więcej trzydziestego roku życia, a nasi rodzice zawierali małżeństwo dziesięć lat wcześniej i zdecydowana większość trwała w tych związkach do śmierci. Podobnie jest (chociaż na mniejszą skalę) w przypadku kandydatów do kapłaństwa (w Krakowie jest specjalne seminarium duchowne dla tzw. spóźnionych powołań; 35 plus). Dlaczego tak się dzieje? Bo w dzisiejszym młodym pokoleniu jest strach, ogromna niepewność, brak rozumienia stałości jako wartości porządkującej życie. Wielu młodych przeżywa rozterki, bo jeśli złożę komuś nieodwołalne przyrzeczenie (Bogu czy drugiemu człowiekowi), to moje życie strasznie się skomplikuje. Stąd pokusa, aby odkładać decyzję, bo to jest coś, po czym już nie ma możliwości odwrotu.
Z życiorysu św. Pawła można przywołać liczne sytuacje z życia Pawła, które stanowią dowód jego stałości wobec łaski bycia głosicielem Dobrej Nowiny. Pisząc list do gminy w Koryncie podejmuje kwestię głoszenia Ewangelii: świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi bowiem, gdybym nie głosił Ewangelii (1 Kor 9, 16). Tak może powiedzieć człowiek, który z ogromną uwagą przypatruje się swojemu powołaniu. Ma pełną świadomość, na czym to powołanie polega i do czego zobowiązuje. Zaś u kresu swojego życia, pisząc drugi List do biskupa Tymoteusza (to jest ostatni list Pawła, który można odczytać jako jego testament), w ostatnim rozdziale, niejako na pożegnanie, zdaje sprawozdanie z tego, jak zrealizował swoje powołanie: w dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego (2 Tm 4, 7-8). Życzmy sobie takiego doświadczenia, sowitej nagrody od Pana za to, że podjęliśmy wysiłek przypatrywania się swojemu powołaniu, dla którego zaangażowaliśmy wszystkie swoje siły i umiejętności. Mamy zatem prawo oczekiwać z nadzieją na wieniec sprawiedliwości i chwały, który został dany świętemu Pawłowi. Amen.


Dziękujemy p. Mariuszowi Niesyt za udostępnienie nam zdjęć z dzisiejszej uroczystości a naszym kaznodziejom za przekazanie tekstów!


Relacja na stronach diecezjalnych!
Relacja w "Gwiazdce Cieszyńskiej"


Ten artykuł pochodzi ze strony:
http://www.pawelbielsko.pl